Czwartek 23 lutego 2012r.
Imieniny: Damiana, Romany, Florentyna
» O ekologicznym Bogu
 
Ubogi dosyć w naszym kraju rynek literatury nazwijmy ją chrześcijańsko-ekologicznej wzbogacił się w ostatnich miesiącach ubiegłego roku o bardzo ważną pozycję. Nakładem Wydawnictwa Salwator ukazała się książka o prowokacyjnym nieco tytule: „Eco-book o eko-Bogu”. Jest to swego rodzaju wywiad-rzeka redaktora Michała Olszewskiego z „Tygodnika Powszechnego” z ojcem doktorem Stanisławem Jaromim, franciszkaninem, byłym przewodniczącym Komisji ds. Sprawiedliwości, Pokoju i Ochrony Stworzenia i wieloletnim przewodniczącym Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu (REFA).
Książka podzielona została na siedem rozdziałów i wstęp. W każdym z nich dojmującym tematem rozmowy jest inne zagadnienie związane z ochroną środowiska czy bardziej adekwatnie byłoby powiedzieć – stworzenia. A są m. in.: kryzys ekologiczny i jego przyczyny, zaangażowanie Kościoła w ochronę środowiska, problem przeludnienia i antykoncepcji, biedy, niesprawiedliwego podziału dóbr i jego wpływu na środowisko, ochrony praw zwierząt i wegetarianizmu, ekspansji motoryzacji, konsumpcjonizmu itp. Pytania red. Olszewskiego dotyczą także trudnych i konfliktowych tematów z naszego podwórka, jak ubiegłoroczne powodzie czy konflikt w dolinie Rospudy, w którym o. Jaromi jako jeden z nielicznych duchownych opowiedział się po stronie obrońców piękna przyrody. Argumentował swoją postawę m.in. niegodzeniem się na pójście na łatwiznę, wprowadzaniem fałszywej dychotomii między ochrona człowieka i przyrody oraz instrumentalnym wykorzystaniem krzyży w konflikcie. Pewien styl przyjęty przez pytającego (niekiedy zdaje się wręcz napastliwy) dodaje dynamizmu całemu wywiadowi z jednej strony, z drugiej zaś wymaga konkretnych, precyzyjnych i przekonywujących odpowiedzi. Jest to bardzo cenne, bo obrońcy przyrody również w wielu kampaniach tak właśnie muszą postępować. Krótko, trafnie i precyzyjnie. Zmusza on także do aktywnej „obrony” i przytaczania wiarygodnych argumentów.
Po przeczytaniu całości można wysnuć kilka ważnych wniosków.
Jednym z bezspornych jest fakt, że chrześcijanie w Polsce, na tle choćby krajów zachodnich i biorąc pod uwagę ich ilość w naszym kraju niestety wciąż jeszcze w niewielkim stopniu czują potrzebę i angażują się w ochronę środowiska z pobudek religijnych. Mizerna ilość członków w jedynej katolickiej organizacji ekologicznej w Polsce jest tego smutnym dowodem. Mamy tu jeszcze wiele, wiele do nadrobienia i obyśmy zdążyli. Sama książka jest dla chrześcijan niesamowicie pomocna w tej kwestii, bo poza tym, że stanowi solidną porcję wiedzy, to także ułatwia uporządkowanie i usystematyzowanie relacji człowieka wierzącego do stworzenia i jego ochrony.
Kolejny wniosek, jest taki, że ekologom i aktywnym, zatroskanym o ochronę stworzenia chrześcijanom jest „bliżej do siebie” niż być może im się wydaje. Okazuje się bowiem, że osoby niekoniecznie związane z wiarą i zaangażowani ekologicznie wierzący w praktyce mówią jednym głosem. Dla mnie symptomatyczne było to, kiedy podczas jednego z wywiadów telewizyjnych o. Jaromi i Darek Szwed z Partii Zielonych na wiele spraw mieli wspólny pogląd. W każdym razie bliżej było franciszkaninowi do Szweda niż do dr Tomasza Teluka (również obecnego w programie), katolickiego i wolnościowego politologa, który z zapałem godnym … filozofa udowadnia, że efekt cieplarniany to mit, i podpiera się Panem Bogiem w promowaniu, w gruncie rzeczy, kowbojskiego kapitalizmu. Rzecz jasna przesadą byłoby mówić o „sojuszu katolicko-zielonym” nie mniej jednak w wielu kwestiach diagnoza problemu jest podobna.
Ważnym walorem książki jest też wiele nowych, nie publikowanych, bądź rzadko publikowanych w Polsce informacji, przykładów i argumentów, które rozmówca przytacza podczas wywiadu. Dotyczy to nie tylko chrześcijańskiej aktywności ekologicznej w Europie i świecie, ale także dokumentów i opinii oraz konkretnych przykładów z licznych podróży o. Jaromiego. Nie brak w książce też krytycznej oceny współczesnego „zaangażowania” (choć należałoby to nazwać hipokryzją) krajów bogatych w ochronę środowiska w krajach biednych czy rozwijających się. Przez co rozmówca „posądzany” jest wręcz o lewactwo. Choć rzecz jasna nie jest to prawdą – jest to raczej diagnoza stanu rzeczy, i inną nie może być bez względu na to jakie oceniający ma poglądy.

1. Msza Święta nad dziką rzeką Bug fot. K. Wojciechowski

2. Sacrum i przyroda na Działach Grabowieckich fot. K. Wojciechowski

3. Na cmentarzu parafialnym w Żabnie - Wielkopolska fot. K. Wojciechowski
Książkę warto przeczytać nie tylko dlatego, że o. Jaromi jest też współpracownikiem „Dzikiego Życia” i rzadko, to rzadko, ale publikuje w nim swoje artykuły. Powodów jest przynajmniej jeszcze kilka. Jednym z nich jest, co zaznaczono już na początku, fakt, że stale za mało jest u nas publikacji traktujących o ochronie środowiska i przyrody z punktu widzenia nauki Kościoła Katolickiego czy chrześcijaństwa w ogóle. A i te, które się pojawiają są niekiedy bardzo wątpliwej jakości. Zatem druk dobrej książki zawsze powinien być przyjmowany z zadowoleniem. Nie bez znaczenia jest także osoba głównego rozmówcy. Duchownych chętnie i zwykle krytycznie wypowiadających się na tematy ekologiczne (jak zresztą jak i na inne) u nas nie brak. Rzadko który tylko jest do tego przygotowany. O. Jaromi - teolog, ale jednocześnie z wykształceniem filozoficznym (doktorat z filozofii przyrody) i przyrodniczym (magisterium z ochrony środowiska) – to rzadkie w polskim kościele połączenie „profesji”. Jeśli dodać jeszcze fakt, że posiada także niemałe doświadczenie w kontaktach i działaniu w społecznym ruchu ekologicznym (wieloletnie przewodniczenie Ruchowi Ekologicznemu św. Franciszka z Asyżu), to czyni go to bodaj czy nie najbardziej kompetentną wśród polskich duchownych osobą, do wypowiadania się na wspomniane tematy. I jeszcze jedno wyróżnia o. Jaromiego spośród innych dających sobie prawo do wypowiadania się „o ekologii”, a mianowicie kilkuletnie przewodniczenie zakonnej Komisji ds. Sprawiedliwości, Pokoju i Ochrony Stworzenia, co dało mu możliwość wizytowania wielu franciszkańskich misji, które są jednocześnie miejscami gdzie kipi dzika przyroda. Tam właśnie, np. w Amazonii można także niejako na własnej skórze przekonać się jak ważna jest jej ochrona i jak bardzo od tego uzależnione jest też istnienie człowieka, zwłaszcza tego najbiedniejszego, jak amazońscy Indianie (pisał zresztą o tym na łamach Dzikiego Życia).
Zaś z punktu widzenia zwłaszcza takich organizacji jak Pracownia jeszcze jedno jest ważne. Liczne kontakty o. Jaromiego z innymi niż tylko chrześcijańskie, organizacjami ekologicznymi, w tym także z Pracownią, sprawiają, że ma również inne spojrzenie, na rolę i działania społecznego ruchu ekologicznego w Polsce. Słowem w odróżnieniu od niektórych, zdawałoby się poważnych duchownych, nie uważa „na dzień dobry” ekologów za sektę, przybudówkę partii podejrzanego autoramentu czy siły promujące homoseksualizm, eutanazję i Bóg wie jeszcze co. Jest to bardzo ważne z punktu widzenia potencjalnych możliwości współpracy. Kiedy na wejściu nie ufamy sobie i zakładamy, że partner jest niewiarygodny, to raczej o takiej współpracy nie może być mowy. Kiedy jednak podchodzimy do niego poważnie, to okazuje się, że (o ile nie ma różnic w kwestiach podstawowych typu ochrona ludzkiego życia), pojawia się zadziwiająco dużo możliwości współpracy i zaskakująca zbieżność celów nawet w tak zadawałoby się odległych ideologicznie organizacjach jak katolickie i głębokoekologiczne.
Na tylnej okładce książki znajdujemy zdanie „Książka ekologiczna. Po przeczytaniu oddaj na makulaturę.” Otóż wydaje mi się to dużym błędem. Ponieważ po przeczytaniu najlepiej jest przekazać ją dalej i rozpowszechniać jak najszerzej. Co prawda we wstępie autorzy adresują ją głównie do chrześcijan, pisząc: „Eko-book ma być przewodnikiem, który pokaże Czytelnikowi zarówno punkty zapalne jak i próby wyjścia z impasu, ma być zachętą do aktywności i zainteresowania tematami pozornie odległymi od refleksji chrześcijańskiej” i dalej: „Łączy natomiast przekonanie, że chrześcijanie, wśród ich polscy katolicy, muszą włączyć się w coraz gorętszą i niesłychanie trudną rozmowę o tym, jak wyjść z kryzysu, w którym zaleźliśmy się wszyscy niezależnie do przekonań religijnych.” To mimo to uważam jednak, że lektura książki może być niezmiernie pożyteczna również dla niekiedy uprzedzonych i myślących schematycznie o roli chrześcijan w ochronie i niszczeniu przyrody - głębokich ekologów i innych. Pokazuje ona bowiem, że linia podziału na obrońców przyrody i jej niszczycieli nie biegnie wcale po linii podziałów religijnych.
 
Krzysztof Wojciechowski
 
Jaromi S., Olszewski M., Eco-book o eko-Bogu, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2010, s. 132
 
dodano: 2011-02-23       data modyfikacji: 2011-02-23 15:41:20       autor: Krzysztof Wojciechowski



Jeśli chcesz otrzymywać na skrzynkę pocztowąaktualności KSM, wpisz poniżej swój adres mailowy.